Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
MILICJA - POLICJA
#1
Trafiłem w necie na taki tekst. Wasze zdanie w tym temacie ?
Całkiem niedawno gloryfikowaliśmy w naszej Ojczyźnie 25 lat… WOLNOŚCI. Hmmm…
W pamiętnym, 1990, w bezapelacyjnie całej MO miała miejsce wielka, dziejowa, jakże znacząca zmiana. Oto bowiem socjalistyczni milicjanci – co do jednego, sztuka w sztukę – „przepoczwarzyli” się w policjantów. Absolutnie, nie neguję tamtych przemian, choć dziś widać gołym okiem, że lepiej byłoby wówczas zostać esbekiem, niż stanąć po stronie społeczeństwa. Dzisiaj „byłoby się” albo właścicielem firmy ochroniarskiej lub detektywistycznej, albo sklepu z bronią lub też – w najgorszym wypadku – tzw. salonu masażu (czytaj: burdelu). Każdy wie, z jakich przyczyn i na fali czego nastąpiły te zmiany i że tak naprawdę, były one nieuniknione.
Jednak to, co wówczas zobaczyłem, przerosło moje wyobrażenia. Oto bowiem zaciekły i zdeklarowany, antykościelny zomowiec (przykład skrajny, ale pamiętamy, że w okresie PRL-u był synonimem bezpośrednich represji i sarkastycznie nazywno go „bijącym sercem partii”) nagle zdjął kask z przyłbicą, rzucił wyrzutnię RGŁ, szturmówę, tarczę i… przywdziawszy komeżkę – stał się klęczennikiem. Chyba nie muszę pisać, że jemu podobnych w MO było wtedy naprawdę wielu. Baaardzo wielu! Wtedy to odkryłem kolejną, ale zupełnie nową przyczynę odchodzenia policjantów na rentę inwalidzką w związku ze służbą (!). Mianowicie – ischias w kolanach. Ma się rozumieć, że od ciągłego klęczenia.
Był to przyczynek do napisania przeze mnie satyrycznego wiersza. Zaproponowałem go redakcji jeszcze ledwo dychającej wtedy „W Służbie Narodu”, a zaraz potem, po jej „zejściu” – „Gazecie Policyjnej” (zastąpiła tę pierwszą a podpowiem, że oba tytuły były w Polsce ogólnie dostępne i można było je nabyć w ulicznej byle „gazeciarni”). Obie redakcje odmówiły mi publikacji tych wersów. Przeczytajcie i odpowiedzcie sobie sami – dlaczego. Z dziennikarskiego obowiązku dodam tylko, że żaden ze mnie wieszcz, ale podkradając prawdziwemu pomysł na rym i rytm, skleciłem, co poniżej. I gdyby co, to pożółkły i z odręcznymi poprawkami „rękopis” (maszynopis) wciąż w mojej szufladzie. No to miłej lektury.
Aha! Muszę jeszcze podnieść, że jest pewien procent milicjantów-policjantów z tamtego okresu a „odeszłych” na emerytury w ostatniej dekadzie, którzy zachowali twarze i od początku do końca – zgodnie z „psim” ślubowaniem – jak mogli najlepiej służyli swemu miastu i społeczeństwu w których egzystowali, a nie wtedy komunistycznym, politycznym, kłamliwym ideom czy dzisiaj religiljnym, takim samym doktrynom. I dlatego dla Nich – mój NAJWIĘKSZY SZACUNEK!

PoL


„Satyra na przewielebnych policjantów”

Co się stało? Kto mi zdradzi?
Pośród wodzów i czeladzi
milicyjnej zakipiało niesłychanie.
Szybko, sprawnie, wręcz wzorcowo
urządzono – daję słowo –
generalne i totalne farbowanie.

Ten milicjant, co niedawno
wciąż okrywał się niesławą
i co zewsząd słyszał tylko słowo marne,
teraz, bedąc policjantem
– co ja plotę?! – ministrantem!,
z czerwonego przefarbował się na czarne.

Pałkę nosić w mig mu zbrzydło.
Na szkarłatach więc kropidło
za plebanem dziś rad nosi z uwielbieniem
i ma – no cóż, tak się zdarza –
już innego sekretarza.
I innemu służy „wiernie”, uniżenie.

Zrobiła się niesłychana
ciżba wokół księdza-pana.
Spójrz! Niebiescy – jako żywo – to anieli.
Jak miłują go okrutnie…
Jak cmokają – w rękę, w suknię…
I nie powiem, gdzie by jeszcze cmokać chcieli.

Ten, co wczoraj pod kościołem
pałą robił z chmurnym czołem
dziś radośnie, w sposób dziwnie niepojęty
baldachimu się uchwycił
i to skamle, to skowyczy…
Tylko patrzeć, jak zostanie którymś świętym.

Za Załuckim więc powtórzę
(wszak sam nie wystąpię w chórze):
„Ach, zaszczyty! – te ich muszą w końcu spotkać.
Byle się wywiązać z roli
grzecznie, chwacko – to nie boli…
I co z tego, że to tylko rola czopka”.

Strach pomyśleć, co by było
gdyby nagle powróciło
owe monstrum, socjalizmem zwane miłym
przez szatana wymyślone.
Znów wróciłoby czerwone,
znów farbiarnie by fortuny zarobiły.

Porucznicy, chorążowie –
każdy sobie niech odpowie.
Czy widzicie w lustrach swoje własne twarze?
Czyśmy aby wszyscy z gliny,
zali z samej wazeliny
wy – sierżanci, aspiranci, komisarze…

Słowa mocne, bez kozery.
Choć prawdziwe są i szczere,
to się na nie gros obrazi i zbuntuje.
Lecz niech wionie wiatr inaczej,
wszystko wtedy się zobaczy…
Ja – czytelnie się poniżej podpisuję.

Leszek Posyniak
Kraków, 1990.
jori
Odpowiedz
Polecamy
Testy do policji z odpowiedziami
#2
Kurs podstawowy w łodzi, wykladowca były dowódca z czasow MO plutonu specjalnego ZOMO goraco zachęcał nas do udziału we mszy swietej w kaplicy szkoły, kiedys na wykładzie cos opowiadl o granatach łzawiacych wrzucanych do kościoła.
...prawdziwy policjant, taki z krwi i kości pozostanie nim do końca swojego ziemskiego patrolu...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości